Artykuły wg etykiet: mgla
czwartek, 14 stycznia 2010 12:04
Mgła
KAŻDA MGŁA MOŻE CI SIĘ PRZYDAĆ…
Latami chodziłam na wystawy fotograficzne, tak jak na wiele innych wystaw, jako ktoś zainteresowany kulturą. Zdjęcia oglądałam, czasami o nich dyskutowałam. Przed kilkoma laty poszłam na wernisaż zdjęć wykonanych techniką gumy i następnego dnia uświadomiłam sobie, że zobaczyłam coś, o czym chciałabym napisać. Powolne wchodzenie w świat przedstawiony sprawiło mi ogromną przyjemność, a poszukiwania języka, który byłby najbliższy oglądanej przeze mnie rzeczywistości i najlepiej do niej przystający, okazały się niezwykle twórcze. Po kolejnym wernisażu nie potrafiłam już odmówić sobie podążenia tym tropem. I drogą wskazaną przez intuicję podążam dotąd.
Wcześniej robiłam zdjęcia: dla zabawy, rodzinne, grupowe i prasowe – wiele osób i sytuacji łatwiej sfotografować prowadzącemu wywiad dziennikarzowi niż postronnemu fotografowi. Pisanie o fotografii otworzyło przede mną nie tylko przestrzeń nowej nieznanej mi wiedzy o zdjęciach i technikach fotografowania, ale i postawiło na mojej drodze pokusę zmierzenia się samej z podobnym wyzwaniem. W celach poznawczych, naturalnie. Wyobrażałam sobie, że jeżeli stanę z aparatem w ręku w rzędzie fotografujących, lepiej wówczas zrozumiem fenomen fotografii. Że psychologia procesu twórczego przestanie być dla mnie suchą wiedzą z zakresu psychologii, filozofii i teorii kultury, a stanie się czymś jasnym i prostym do zwerbalizowania. Tak się nie stało, bo stać się nie mogło. Fotografia jest sztuką i jako taka pozostaje tajemnicą.
Potrzeby poznawcze zaowocowały mnóstwem nowych doświadczeń: kontaktami w świecie fotografów, wspólnymi plenerami, udziałem w wystawach, zdjęciami zamieszczanymi w katalogach i kalendarzach, piętrzącymi się stosami płyt skrupulatnie zapełnianych przeze mnie obrazami, kolejnymi wystawami… Zaowocowały też innym spojrzeniem na fotografię prasową – odtąd publikuję coraz więcej artykułów opatrzonych moimi zdjęciami, wyrastającymi z ducha tekstu lub w ogóle taki tekst powołującymi do życia.
Wystawa Każda mgła… wyrasta z moich upodobań jako krytyka sztuki. Lubię bowiem pisać o zdjęciach uwikłanych w kontekstualność, pozostawiających odbiorcy przestrzeń do wielu możliwych interpretacji, nie do końca czytelnych... Dlatego szukałam w swoich wędrówkach takich momentów, które pobudziłby mnie do refleksji, materii mocno kontrastowych, miejsc, które zobrazowałyby myśli pisarzy niepotrafiących uwolnić się, lub przynajmniej nie obojętnych, na uroki mgły… Niektóre zdjęcia stanowią luźną interpretację literackiego cytatu… Ale najważniejszą inspiracją dla mnie była sama mgła i uczucie poszukiwania, które ewokuje.
Mgła sama w sobie jest wyzwaniem. Wymaga oswojenia przez zapis, opis, analizę… Dopiero oswojona mgła zaczyna odkrywać przed widzem całą swoją skomplikowaną i tajemniczą materię. Nigdy do końca. Nigdy zupełnie. I w tym tkwi jej kusząca moc pozwalająca na długie i nigdy niekończące się wędrowanie. I mądrość jej.
Beata Anna Symołon
M g ł a
Lubię wsłuchiwać się w brzmienie tego słowa. Wypowiadam je wtedy wolno, rozciągając do granic pojemności każdą głoskę. A one, wypowiadane w tej kolejności, już same w sobie działają spowalniająco, obezwładniająco, wreszcie usypiająco. Brzmią miękko, delikatnie, wypełniają przestrzenie, przede wszystkim te, które zazwyczaj pozostają puste. Nieuchwytna wata. Życie w wacie. Poruszanie się w niewyczuwalnej wacie. I jeżeli ciemność wyostrza zmysły i rodzi niepokój wobec każdego napotkanego człowieka, nawet tylko jego kroków czy innych niezrozumiałych odgłosów, o tyle mgła zmusza wręcz do wypatrywania w niej innego. We mgle inny jest pożądany. Staje się nagle kimś oczekiwanym, bliskim, kimś, kogo chciałoby się dotknąć i powiedzieć: jak dobrze, że i ty tędy idziesz. Inny potwierdza, że nie zgubiliśmy jeszcze drogi. Że wciąż nią podążamy.
Beata Anna Symołon
Latami chodziłam na wystawy fotograficzne, tak jak na wiele innych wystaw, jako ktoś zainteresowany kulturą. Zdjęcia oglądałam, czasami o nich dyskutowałam. Przed kilkoma laty poszłam na wernisaż zdjęć wykonanych techniką gumy i następnego dnia uświadomiłam sobie, że zobaczyłam coś, o czym chciałabym napisać. Powolne wchodzenie w świat przedstawiony sprawiło mi ogromną przyjemność, a poszukiwania języka, który byłby najbliższy oglądanej przeze mnie rzeczywistości i najlepiej do niej przystający, okazały się niezwykle twórcze. Po kolejnym wernisażu nie potrafiłam już odmówić sobie podążenia tym tropem. I drogą wskazaną przez intuicję podążam dotąd.
Wcześniej robiłam zdjęcia: dla zabawy, rodzinne, grupowe i prasowe – wiele osób i sytuacji łatwiej sfotografować prowadzącemu wywiad dziennikarzowi niż postronnemu fotografowi. Pisanie o fotografii otworzyło przede mną nie tylko przestrzeń nowej nieznanej mi wiedzy o zdjęciach i technikach fotografowania, ale i postawiło na mojej drodze pokusę zmierzenia się samej z podobnym wyzwaniem. W celach poznawczych, naturalnie. Wyobrażałam sobie, że jeżeli stanę z aparatem w ręku w rzędzie fotografujących, lepiej wówczas zrozumiem fenomen fotografii. Że psychologia procesu twórczego przestanie być dla mnie suchą wiedzą z zakresu psychologii, filozofii i teorii kultury, a stanie się czymś jasnym i prostym do zwerbalizowania. Tak się nie stało, bo stać się nie mogło. Fotografia jest sztuką i jako taka pozostaje tajemnicą.
Potrzeby poznawcze zaowocowały mnóstwem nowych doświadczeń: kontaktami w świecie fotografów, wspólnymi plenerami, udziałem w wystawach, zdjęciami zamieszczanymi w katalogach i kalendarzach, piętrzącymi się stosami płyt skrupulatnie zapełnianych przeze mnie obrazami, kolejnymi wystawami… Zaowocowały też innym spojrzeniem na fotografię prasową – odtąd publikuję coraz więcej artykułów opatrzonych moimi zdjęciami, wyrastającymi z ducha tekstu lub w ogóle taki tekst powołującymi do życia.
Wystawa Każda mgła… wyrasta z moich upodobań jako krytyka sztuki. Lubię bowiem pisać o zdjęciach uwikłanych w kontekstualność, pozostawiających odbiorcy przestrzeń do wielu możliwych interpretacji, nie do końca czytelnych... Dlatego szukałam w swoich wędrówkach takich momentów, które pobudziłby mnie do refleksji, materii mocno kontrastowych, miejsc, które zobrazowałyby myśli pisarzy niepotrafiących uwolnić się, lub przynajmniej nie obojętnych, na uroki mgły… Niektóre zdjęcia stanowią luźną interpretację literackiego cytatu… Ale najważniejszą inspiracją dla mnie była sama mgła i uczucie poszukiwania, które ewokuje.
Mgła sama w sobie jest wyzwaniem. Wymaga oswojenia przez zapis, opis, analizę… Dopiero oswojona mgła zaczyna odkrywać przed widzem całą swoją skomplikowaną i tajemniczą materię. Nigdy do końca. Nigdy zupełnie. I w tym tkwi jej kusząca moc pozwalająca na długie i nigdy niekończące się wędrowanie. I mądrość jej.
Beata Anna Symołon
M g ł a
Lubię wsłuchiwać się w brzmienie tego słowa. Wypowiadam je wtedy wolno, rozciągając do granic pojemności każdą głoskę. A one, wypowiadane w tej kolejności, już same w sobie działają spowalniająco, obezwładniająco, wreszcie usypiająco. Brzmią miękko, delikatnie, wypełniają przestrzenie, przede wszystkim te, które zazwyczaj pozostają puste. Nieuchwytna wata. Życie w wacie. Poruszanie się w niewyczuwalnej wacie. I jeżeli ciemność wyostrza zmysły i rodzi niepokój wobec każdego napotkanego człowieka, nawet tylko jego kroków czy innych niezrozumiałych odgłosów, o tyle mgła zmusza wręcz do wypatrywania w niej innego. We mgle inny jest pożądany. Staje się nagle kimś oczekiwanym, bliskim, kimś, kogo chciałoby się dotknąć i powiedzieć: jak dobrze, że i ty tędy idziesz. Inny potwierdza, że nie zgubiliśmy jeszcze drogi. Że wciąż nią podążamy.
Beata Anna Symołon
Opublikowane w
Wystawy